lilith-white-lilith.blog

księga go�ci


2008
kwiecień
2007
grudzień
listopad
sierpień
2006
grudzień
maj
styczeń
2005
listopad
lipiec
czerwiec
2004
październik
sierpień
maj
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień


sznureczki do piknych blogow innych
Dupa-Mamuta Mój kolejny blog.. trochę chyba inszy. Zamierzam wkleić tu wszystko co możliwe! :)
Blog pojechany Hehe! A to blogas najbardziej pierdolniętego trio jakie istnieje.. :) I ja do niego należę! :)
Martha Moja Marthusia kochana..nie widziałyśmy się od..uhuhu.. blog, który mnie zbliża do Niej i Jej Świata
Tassssssssss Durny Tas z durnymi przemyśleniami i jeszcze durniejszymi wnioskami ;) hihi!




szablon: Ylka
dla: Linkup

PLUSY I MINUSY
Ktos madry kiedys mi poradzil zrobienie listy z plusami i minusami partnera, jesli nie jestem pewna zwiazku i tego, czy warto w niego brnac. Co prawda teraz juz pewna jestem, ze nie, ale dla samej formalnosci liste taka czynie. Lista wyglada nastepujaco (kolejnosc przypadkowa):

Plusy:
1. Kocha i calkiem porzadnie opiekuje sie dzieckiem
2. pracuje (chociaz umowmy sie, ze laski nie robi)
3. Sprzata w domu (chociaz dosc powierzchownie, ale tego sie czepiac nie bede)
4. Jest inteligentny i posiada spora wiedze
5. Dobrze mi z nim w lozku, ale... (reszta o tym w minusach)
6. Najczesciej wyciaga pierwszy reke na zgode
7. Bywa uroczo zamotany co do tej pory wywoluje usmiech na mej twarzy
8. Lubie ogladac z nim filmy, gdyz ma niesamowita wyobraznie i potrafi swietnie je interpretowac

Minusy:
1. Rzecz absolutnie niewybaczalna - zostawil mnie po porodzie na 9 dni sama, zachlewajac sie do nieprzytomnosci i bawiac z niemal nagimi laskami (na co dowody mam na zdjeciach, przez ktore niemal nie dostalam zawalu). Ani razu mi w niczym w tym czasie nie pomogl, ani nawet nie zapytal o to jak sie czuje, mimo, iz sie ledwo ruszalam.
2. Nieslusznie przypisuje sobie wszystkie mozliwe zaslugi
3. Nie jest uczuciowy. Przynajmniej w stosunku do mnie
4. Nie dojrzal, czy dorosl do roli "glowy rodziny". Pojecia nie ma na czym zwiazek (tudziez rodzina) wygladac powinien. Wydaje mu sie, ze jedynie na realizowaniu wlasnych potrzeb i zachcianek.
5. Jest nalogowym klamca. Oszukuje mnie w sprawach bardzo drobnych jak i tych bardzo waznych, majac na celu jedynie wlasne korzysci
6. Nie liczy sie z pieniedzmi. Co ma - wyda natychmiast, oczywiscie na "same potrzebne rzeczy"
7. Moim zdaniem ma powazny problem z naduzywaniem marichuany.
8. Wolny czas przeznacza jedynie na wlasna rozrywke, nie liczac sie z tym, ze ma rodzine, ktora rowniez chcialaby spedzic z nim ten czas.
9. W lozku jest szybki i beznamietny. Zero romantyzmu, czy szczegolnych pieszczot. Przez 6 lat nie zdolal odkryc, ze mam wrazliwy punkt na swym ciele. Po wszystkim ubiera sie (nigdy nie zostaje nagi), wlacza film i kladzie sie kilometr ode mnie, bez przytulenia, czy tez obdarowania milym slowem.
10. Nie zabiera mnie nigdzie. Ani do kina, czy restauracji, czy do znajomych, czy tez na glupi spacer. Wnioskuje, ze sie mnie wstydzi.
11. Nie obchodzi moich uroczystosci (urodziny np. bez prezentu, czy chocby jakichkolwiek zyczen), mimo iz swoje obchodzi bardzo hucznie.
12. Jest wulgarny, bluzni przy dziecku.
13. Poczucie humoru wulgarne i agresywne - podobnie jak u neandertalczyka
14. Jest przesadnie zwiazany z rodzina (typu mama, siostra, tata, siostrzenica). Dzwonienie do mamy dwa razy dziennie jest gruba przesada. Miloby bylo, gdyby chociaz polowe tego zainteresowania i energii, ktore wklada tam zaoferowal rowniez rodzinie, ktora ma na miejscu.
15. Nie jest czlowiekiem godnym zaufania
16. Nie ma umiaru w uzywkach. Potrafi sie jakis czas bez nich obejsc, ale gdy juz nadazy sie okazja bedzie tak dlugo pil (czy cokolwiek) dopoki nie ujrzy dna - jednym slowem nie padnie na twarz.
17. Nie pamieta o rocznicy, czy walentynkach, czy jakimkolwiek innym wspolnym swiecie.
18. Jest gotowy wziac wszystko co mu sie daje (i probowac wyrwac jeszcze wiecej) nie dajac nic od siebie.
19. Przedklada kolegow nad rodzine (mnie i dziecko). Zawsze ma dla nich czas, zrobi dla nich wszystko i jest na kazde zawolanie. Ja natomiast moglabym peknac proszac o zainteresowanie i nie zostane zauwazona.
20. Wykorzystuje moje slabosci do wlasnych celow.
21. nie ma miedzy nami przyjazni. Traktuje mnie jak wroga, ktoremu, albo nie mowi sie niczego, albo sie go oklamuje
22. Nie staje po mojej stronie, czy tez w mojej obronie.
23. W jego czach kazdy jest lepszy we wszystkim ode mnie. Nigdy mnie nie chwali.
24. Nie slucha tego co do niego mowie. Moje uczucia uwaza za (tu cytat) "pierdolenie"
25. Zdazralo sie, ze podniosl na mnie reke, nawet gdy trzymalam w objeciach dziecko
26. W nerwach potrafi zniszczyc przedmioty, ktorych to sie niby razem dorobilismy
27. Nie potrafi zadbac o wlasne interesy. Wyjscie do banku, urzedu skarbowego, czy innej instytucji jest dla niego ogromna wyprawa, ktora lepiej jest codziennie przekladac na dzien nastepny nawet, gdy sprawa nie cierpi zwloki. Jest nieodpowiedzialny.

Coz... Wnioski chyba nasuwaja sie same... Bede dopisywac jak mi sie cos jeszcze przypomni.

Szkoda... szkoda Adamie... naszego dziecka szkoda i czasu, ktory ze soba zmarnowalismy. Szkoda tez, ze bylam na tyle glupia, ze nie uwierzylam kiedy mowiles, ze "nigdy mnie nie bedziesz kochal tak jak jej...". Okazuje sie, ze jeszcze w tedy byles ze mna szczery...

lilith-white-lilith 2008-04-03 02:07:40
skomentuj (4)


TYTULU NIE BUDZIET!
A zeby to chuj jasny strzelil! Tyle razy sobie obiecalam, ze nie bede biadolic tutaj, ale to niby, ze gdzie mam to czynic? Dzisiaj bede jeczec, kweczec i marudzic, bo nie podoba mnie sie to wszystko i tyle! Sama nie wiem.. w podpunktach to kutwa wymieniac mam czy jak?
Stracilam wiare.... Kompletnie stracilam. Juz po prostu nie wierze, ze dobrze byc moze, bo przeca gdyby moglo to do kurwy nedzy byloby juz, tak? Eeeeeh.. musze wstac okno zamknac, bo mi wiatrzysko w plery nakurwia...
....
zamkniete.
....
To na czym to ja skonczylam? A tak.. Na ogolnym wpienieniu. Nie chcialabym tu wypisywac, ze okazal sie byc chujem, bo wlasciwie okazalo sie juz dawien dawno, a ja tak twie przy nim i sama sie sobie dziwie. Obiecuje sobie jakies dziwne rzeczy i nigdy nie moge sie trzymac ich do konca.. Co to ma, do jasnej cholery byc? Jestem przeciez silna, madra, nawet wyksztalcona troche, ladna (a w kazdym razie niebrzydka) i se zrzucilam po ciazy ponad 23 kilo. Urodzilam dzieciora wielkiego na prawie 5 kilo. I moze ja nie jestem cud swiata, ale jednak osiagnelam w tym krotkim zyciu wiecej niz ten zlamany kutas, ktory usiluje mi wmowic, ze jestem nic nie warta, nic nie potrafie i ze w ogole do piachu!
Co on sobie kurwa mysli????
Ze kto on niby jest? Ksiaze, kurwa, z bajki? Ano nie, prosze panstwa! Ze z bajki - to pewne, ale obok ksiecia to on nawet nie lezal, chociaz lezenie w ogole najlepiej mu wychodzi! Gnije na tej sofie (co to ja ja kupilam - tak swoja droga) i jeczy jak to mu jest zle i niedobrze. Bo pracowac musi... i ze dzieckiem sie trzeba zajac... i ze nic z tego zycia on nie ma... Z pewnoscia moglby miec wiecej, gdyby laskawie podniosl dupe z kanapy, bo niestety (poza mna, a i tak wynika to jedynie z bezmiaru glupoty) nic samo nie przylazi.
A co najsmieszniejsze jest? A to, ze Prince Adam wymyslil sobie, ze (mimo iz nie ma do zaoferowania NIC) od dzis bedzie "bzykal normalne laski"... HAHAHAHA! No i smiech na sali, bo zadna.. powtarzam ZADNA normalna laska nie poleci na taka padline

lilith-white-lilith 2008-04-01 02:29:31
skomentuj (4)
PREZENT SWIATECZNY
   W zwiazku z tym, ze Wigilia byla wyprawiana w naszym domu i ze zaprosilismy na nia mase Slowakow, postanowilismy losowac kto komu kupuje prezent, gdyz ludzi bylo zbyt duzo by kazdy mogl kupic kazdemu. Tym oto sposobem ja wylosowalam Adama, Adam Slava..............................a Peter mnie... Wiedzialam juz na wstepie ze prezent nie bedzie zwyczajnym prezentem i sie nie pomylilam.
W ten pamietny dzien wrocilam z pracy okolo 19:00. Juz ogromna gora prezentow stala pod choinka. Podzielilismy sie oplatkiem, zjedlismy kolacje, po ktorej mialam rozdawac podarki. Podeszlam, wiec do choinki i losowalam to co pod nia sie znajdowalo. Posciel dla Slava (bo od 3 lat spi pod kocem), ciuchy dla Adama, telefon dla Luba itd... Wreszcie doszlam do prezentu swojego. Przed jego otwrciem chcialam rozdac reszte ale wszyscy zgodnym chorem namawiali do otwarcia natychmiast. Odparlam, ze nie, ale ten fakt dal mi juz co nieco do myslenia. Gdy juz kazdy dostal co jego, zabralam sie za swoja niespodzianke. Zdjelam piekny papier i mym oczom ukazalo sie podluzne pudelko... hmmm... Co to jest? Odwracam pudelko i co widze? Wielgachnego, rozowego, sztucznego fiuta z dolaczonym kompletem baterii. Oblalam sie rumiencem a wszyscy w kolo klaskali i smiali sie.
Ze pruderyjna nie jestem prezent zostal przetestowany jeszcze tej samej nocy ;)
Nastepnego dnia podszedl do mnie Peter i mowi:
PETER: - opowiedzialem mamie o prezencie dla ciebie.
JA: -
tak? I co mowila?
PETER: - zebym kupil ci kwiaty i sie jakos z tego wytlumaczyl

lilith-white-lilith 2007-12-26 01:35:58
skomentuj (0)
JA JESTEM PASAZEREM
Poszlam ja sobie dzisiaj do przychodni coby sie poskarzyc na dalszy bol plecow oraz na grypsko. Przyjela mnie pielegniarka i pyta co mi jest. Wiec ja opowiadam... Tu mi strzyka, tam mnie lupie.. Mowie, ze mialam rentgena robionego tych moich biednych plecow. Ta sprawdza w komputerze, znajduje wyniki i mowi:
PIELEGNIARKA: - no tak.. faktycznie
JA: - I co? Dobrze, czy zle? O co chodzi?
Ta patrzy w te wyniki, patrzy i wreszcie odpowiada:
PIELEGNIARKA: - hmmm... ja to nie wiem. Lekarz musi pani powiedziec.
No to ladnie.
Kazala mi wyjsc z gabinetu i czekac na wezwanie do lekarza.
Wreszcie mnie wezwano, wiec ide. Wchodze do gabinetu lekarza, a tam maly, czarny, kurduplowaty pan doktor. Znowu mnie pyta co mi jest. Ponownie opowiadam...
CZARNY PAN DOKTOR: - Pani wybaczy na chwile, musze skonsultowac sie z innym lekarzem.
OK, pomyslalam, moze ma jakies watpliwosci. Pan czarny doktor wyciagnal z kieszeni telefon i dzwoni, a ja siedze i slucham:
CZARNY PAN DOKTOR: - Dzien dobry panu! Tu doktor Red. Dzwonie w sprawie wnuczka. Ciagle wymiotuje, ma goraczke i zmienilo sie jego zachowanie. Jest zupelnie innym dzieckiem... - chwila ciszy - tak.. pomyslalem, ze powinien pan o tym wiedziec. Tak caly czas wymiotuje. Zupelnie sie zmienil. Nie jest taki jakiego go wszyscy znalismy... bla bla bla.
Zeby cie! Myslalam, ze konsultacja ma dotyczyc mojej osoby! Wreszcie pan czarny doktor skonczyl rozmawiac i spojrzal na mnie:
CZARNY PAN DOKTOR: - to na czym skonczylismy?
JA: - na rentgenie
CZARNY PAN DOKTOR: - A tak! To jak to bylo? Jest pani kierowca czy pasazerem?
JA: (dosc niepewnie) - pasazerem...
CZARNY PAN DOKTOR: - I gdzie pani siedzi ? Z przodu czy z tylu?
JA: (kompletnie juz zagubiona) - zazwyczaj z przodu...
CZARNY PAN DOKTOR: - A tego dnia?
JA: - ktorego dnia? - juz kompletnie nie wiem o czym on mowi...
CZARNY PAN DOKTOR: - no w dniu wypadku?
JA: (Jeeeeeeeezu!) - Jakiego wypadku?
CZARNY PAN DOKTOR: - no mowila pani, ze miala robiony rentgen...
JA: - no tak
CZARNY PAN DOKTOR: - no to musial byc wypadek
JA: - nie bylo...
I w tym wlasnie momencie dzwoni do czarnego pana doktora telefon. On znow bez pardonu odbiera i znow slysze:
CZARNY PAN DOKTOR: - Tak? A! Tak tak! No wymiotuje! Caly czas! I te goraczke ma taka wysoka. Kompletnie nie to samo dziecko! Zupelnie inne. Siedzi taki otepialy... Co? A... nie nie! Tylko wymiotuje i ma goraczke. i to zachowanie tak uleglo zmianie... Co? Nie... ja dziadkiem jestem! Aaa.... - chwila ciszy - No dobrze. To calkiem fair jest. To ja corce powiem, zeby zadzwonila. To do widzenia!
Znow na mnie spojrzal i pyta:
CZARNY PAN DOKTOR: - to gdzie boli?
JA: - w trzech miejscach. Poza tym dretwieja mi rece, a od kilku dni lewa stopa.
Kazal mi wstac, powyginal mnie obolala na wszystkie mozliwe strony. Zlapal za nadgarstki, wygial do granic mozliwosci i pyta co czuje
JA: - bol...
CZARNY PAN DOKTOR: - gdzie ten bol?
JA: - w nadgarstku lewej reki
CZARNY PAN DOKTOR: - a prawej nie?
JA: - nie....
wykrecil mi prawa reke jeszcze mocniej
CZARNY PAN DOKTOR: - a teraz?
JA: - teraz juz tez boli
CZARNY PAN DOKTOR: - ucisk na miesnie
JA: - slucham?
CZARNY PAN DOKTOR: - to ucisk na miesnie jest. Przepisze pani leki przeciwbolowe...

To tyle sie zmienilo od mojej ostatniej wizyty. Zaczelam sie zastanawiac nad tym wypadkiem. Moze rzeczywiscie zglosze, ze mialam? Moglabym za to niezla kase zbic.. Tylko kto mialby go niby spowodowac? Na kogo to zrzucic?
hmm... Wiem! Hurra! Na czarnego pana doktora! i tak by sie nie zorientowal, ze krece! :)
lilith-white-lilith 2007-12-05 03:20:34
skomentuj (0)
KODEINKA I PRZYGODA Z CZARNYM PANEM OCHRONIARZEM
We w zwiazku z moim ogromniastym bolem kregoslupa poszlam se ja do pani doktor i pani doktor se mi raz dwa trzy wypisala cudowne zwolnionko z pracy na miesiac :) Do tego przepisala Kodeine. Fajnie wiec sie z tym wszystkim zlozylo, bo akurat bo zwolnieniu mam urlopu dwa tygodnie, wiec wlasciwie poltora miecha w robocie mnie nie ma, a pieniazki sa :P
Postanowilam wybrac sie z dzieckiem moim Stanislawem do Polski na tego urlopa. A ze w Polsce pizdziawa az milo musialam sie wybrac z moim dzieckiem Stanislawem do sklepu w celu zakupienia cieplych ubrac i kurteczki.
Wspomnialam wczesniej o kodeinie. A tak.. se biore. Nie pomaga mi za cholere, ale przynajmniej zamula i dziala antystresowo. heh.. moze jednak i troche pomaga, bo tak to caly dzien jakos funkcjonuje, za to jak w nocy kodeinka ze mnie zejdzie i budze sie rano to czuje jakby mnie z krzyza zdjeli czy jakos tak. Jednym slowem musi troche dzialac skoro jeszcze chodze. Ale nie o tym miala byc mowa.
Ide sobie podkrecona kodeinka do sklepu i popelniam ja moje zakupy. Co dwa kroki musialam sie zatrzymywac i schylac po rzeczy, ktore wciaz wypadaly mi z koszyka. Gdy juz udalo mi sie nad tym wszystkim zapanowac udalam sie do kasy w celu zapalacenia za moje nowe nabytki. Przy tejze kasie zorientowalam sie, ze komplet bluzeczek, ktore wybralam dla syna mego Stanislawa jest o rozmiar za maly. Poinformowalam o tym kasjera.

PAN KASJER: A! To sie pani nie przejmuje! Wszystkie rozmiary sa w tej samej cenie, wiec wystarczy ze pani podejdzie do dzialu obslugi klienta i pani tam wymienia.

Se mysle - dobra! Ale cos mnie ruszylo i spojrzalam na rachunek. Za cholere nie moglam tych bluzeczek tam znalezc. Pytam wiec pana kasjera gdzie tez ten rachunek je pokazuje, bo nie widze ich ceny. Ten mi pokazuje jakas w ogole z kosmosu, bo nigdzie przy tych bluzkach takowej ceny nie ma.. Se pomyslalam, ze beda niezle jaja jak pojde do tego dzialu obslugi a tam mi powiedza, ze za nie nie zaplacilam. Pan kasjer jednak zapewnil, ze zaplacilam, no to poszlam.
W dziale obslugi okazalo sie, ze innych rozmiarow nie ma. Wzielam wiec ten co to za niego zaplacilam i zmierzam ku wyjsciu. Tak zmierzalam i zmierzalam a gdy juz do niego trafilam na caly sklep rozlegl sie alarm! O zesz kurwa! Ale z drugiej strony nie wiem co to za alarm, wiec jakby nigdy nic ide dalej. No i stalo sie! Leci za mna czarny pan ochroniarz i krzyczy:

CZARNY PAN OCHRONIARZ: Prosze pani! Prosze sie zatrzymac!

przystanelam na chwile, rozejrzalam sie dokola... zesz jasny chuj! Nikogo poza mna nie ma... a wiec jednak mowil do mnie. mowilam, ze te bluzki nie zostaly oplacone! Trafie do pierdla za to czy jak? Zadzwoni na policje w ogole? A moze wezmie mnie na zaplecze i obije mi morde? no trudno.. ide do niego.

CZARNY PAN OCHRONIARZ: Prosze za mna.

Brzmi groznie? Oj brzmi! No ale co mi pozostalo? Przeca z wozkiem spierdzielac nie bede!
Pan czarny ochroniarz zaczal przetrzepywac mi torby i co znalazl? Kurteczke dla mojego syna Stanislawa z niezdjetym taki cosiem plastikowym co to jak przechodzisz przez wyjscie to wyje. Ja zbladlam...

PAN CZARNY OCHRONIARZ: Co pani chciala z tym zrobic?
JA: (z atakiem serca) Kupilam to prosze pana...
PAN CZARNY OCHRONIARZ: rachunek jest?
JA: no jest...

Podalam mu zmietolony rachunek i pokazalam cene kurteczki.

PAN CZARNY OCHRONIARZ: to prosze podejsc do kasy zeby to pani zdjeli

No to ide.. Nogi nie chca mnie z tego stresu nosic, ale ide jakos tam...
I znow go slysze!

PAN CZARNY OCHRONIARZ: proooosze pani!

Zesz kurwa! Co znowu? Odwracam sie niepewnie i slysze:

PAN CZARNY OCHRONIARZ: moze zabierze pani ze soba swoje dziecko?

heh... Zgubilabym syna swego Stanislawa...

lilith-white-lilith 2007-11-13 14:19:03
skomentuj (0)
PAJAK
Ze trzy dni temu moj szanowny malzonek wrocil nad ranem z pracy, wszedl do naszej sypiali i widzac ze nie spie zadal mi pytanie:
A: - Kochanie! Widzialas tego pajaka w kuchni?
O: - jakiego pajaka?
A: - taki wielki chodzi po podlodze...
O: - Misio.. bylam w kuchni przed chwila i zadnego pajaka nie widzialam... Pewnie bym zauwazyla, skoro taki ogromny...
A: - Cholera!
O: - Co "cholera"?
A: - specjalnie go tam zostawilem zeby cie przestraszyc i nie wiem co sie z nim stalo
Zglupialam
O: - jak to zostawiles pajaka w kuchni zeby mnie przestraszyc?
A: - no zostawilem... takiego gumowego..
O: - i nie ma go?
A: - no nie...

Wieczorem Adam pyta Slava
A: - Slavo! Widziales pajaka w kuchni?
S: - No! Wielki skurwysyn! Zajebalem go kapciem i wyrzucilem!


lilith-white-lilith 2007-11-07 04:36:35
skomentuj (0)
buuuu
Tesknie... Strasznie tesknie za nim. Za tym jaki byl. Cos peklo. Rozbryzlo sie na wszelakie mozliwe strony i juz sie pewnie nie da posklejac. Sama do konca nie wiem czy w ogole chce brac klej do reki? Oplaca sie? Moze udaloby sie zebrac te ukrychniete fragmenty, poskladac.. pewnie czesc nie zostalaby odnaleziona, ale moze wiekszosc? Tylko czy sie oplaca pytam? Namecze sie, nacuduje a on i tak zdepcze moj wysilek. Ze niby niechcacy...
lilith-white-lilith 2007-08-28 00:56:39
skomentuj (0)